|
Dawno, dawno temu za pagórkiem i rzeczką mieszkał w małym domku Złoty Elf. Był on jedynym Elfem na świecie i wcale nie był z tego powodu szczęśliwy.
Miał jednak dobre serce i czarodziejską moc, która pozwalała mu czynić wiele cudowności. Elf bardzo kochał kwiaty i często im pomagał .Gdy wiał zimny wiatr, Elfik swoją mocą rozpinał nad łąką ciepłą kołderkę z kłębiastych chmurek, by kwiatki nie marzły. Wiosną zaganiał motyle, by zamiast tracić czas na powietrzne popisy pomagały kwiatom wydać nasionka. Kwiaty znały Elfa, rozpoznawały go już po szumie złotych skrzydełek. Potrafiły być wdzięczne. Zawsze przed domem Elfa rosły wonne kwiatki i zioła. Cieszyło to wszystko malca i radowało. Były jednak takie dni, że oblicze jego smutniało, a łza napływała do oka.
Wzbijał się wtedy w powietrze i wysoko w błękicie zdawał się szukać ukojenia.
Jeden z kwiatków szczególnie był czuły na wszelkie troski malca.
- Nie smuć się - zawołał pewnego razu, zebrawszy całą swoją odwagę.
Elf spojrzał zdumiony na kwiatka.
Ty mówisz? - w jego głosie było ogromne zaskoczenie.
Od tej pory miał Elf towarzysza i przyjaciela. Nie znaczy to jednak , że zapomniał o pozostałych. Wręcz przeciwnie. Teraz z jeszcze większym zapałem opiekował się kwiatami.
Minęło właśnie lato. Motyle i biedronki jakby przeczuwały rychłą jesień .Uwijały się na równi z pszczołami, szykując zimowe zapasy. Także Złoty Elf powoli zapełniał spiżarkę.
Któregoś dnia, wracając do domku z kawałkiem jabłka, zauważył, że jego przyjaciel wygląda
jakoś inaczej. Zniżył lot i wtedy jego maleńkim sercem targnął smutek okrutny.
Jego ukochany kwiat umierał, a przecież do jesieni brakowało jeszcze wielu dni.
Strwożony wylądował obok. Kwiatek spojrzał na niego smutno i szepnął:
Żegnaj.
Nie mów tak! - krzyknął Elf. Wiedział, co ma robić. I chociaż ratowanie komuś życia to
coś innego niż rozganianie mgły i przeganianie złych robali, Elf nie wahał się ani chwili.
Wypowiedział magiczne zaklęcie i w kilka chwil jego kwiatek znów był zdrową, wesołą roślinką.
Uratowałeś mnie Elfie - zawołał do malca, który wciąż stał obok.
Nie mogłem cię tak zostawić, mój przyjacielu - odpowiedział Elf.
I tak znów mogli spędzać wspólnie miłe chwile, gawędząc i wygrzewając się w resztkach jesiennego(letniego) słonka.
Nadeszły jednak pierwsze słoty i liście rozpoczęły swe loty ku ziemi. Także kwiaty
traciły kolory i płatki. Tylko chryzantemy gdzieniegdzie kołysały się leniwie pełne przepychu.
Mały kwiatek poczuł, że zbliża się koniec jego życia. Bardzo kochał Elfa i nie chciał się
z nim rozstawać. Prawa przyrody są jednak niezmienialne. Prawie zawsze.
Elf właśnie się obudził. Ranek był ciepły i, mimo chmur na horyzoncie, zapowiadał się piękny dzień. Nagle gdzieś z daleka dobiegło Elfa wołanie. To jego kwiatek tak wołał.
Pognał co sił w skrzydełkach na łąkę i zobaczył smutny widok. Tak jak kiedyś kwiatek
pochylił się i zmarniał. Elf wiedział, że tym razem nic już nie może zrobić. Objął kwiatka ramieniem i zapłakał.
Nie płacz Złoty Elfie - szepnął kwiat - posłuchaj mnie, gdy już opadnie ostatni z moich płatków, przyjdź tu i zabierz to, co znajdziesz. Ukryj to dobrze w swoim ciepłym domku, a wiosną, gdy ziemia będzie miękka, zakop i czekaj cierpliwie. Obiecaj mi, że tak zrobisz.
Obiecuję - odpowiedział Elf - ocierając ukradkiem łzę.
Minęły cztery dni. Elf codziennie zaglądał na łąkę, lecz kwiatek milczał, tracąc z każdym dniem kilka płatków. Wieczorem czwartego dnia nic już nie zostało z pięknej roślinki.
Zadumał się Elf, stojąc jak zwykle w miejscu, gdzie stał zawsze, rozmawiając z kwiatkiem.
I wtedy ujrzał na ziemi coś małego, czarnego. Przyklęknął i zobaczył, że to nasionko.
Czyżby to z mojego kwiatu ? - zapytał sam siebie.
Ach, pewno o tym mówił kwiatek - wykrzyknął z radością i pognał, co tchu do domku.
Nadeszła zima. Śniegu nawiało, co niemiara. Mróz straszliwy skuł cały świat.
A w domku Elfa wesoło trzaskał ogień na kominku. Wiewiórka, która zapomniała gdzie jej dziupla i mały zając Gapa dzielnie pomagali Elfowi, by zimno nie wtargnęło do środka.
Tak to we trójkę dzieląc się zapasami i wspierając na duchu, oczekiwali wiosny. Szczególnie Elf nie mógł się jej doczekać.
Aż wreszcie przyszła.
Śnieg stopniał i tysiące strumyków płynęło wokół domku Elfa. Przeskakiwał przez nie ze śmiechem. Wiedział, że już po zimie, że teraz nadszedł jego czas. Gdzieś w środku, bowiem Elf przeczuwał, co zostawił mu kwiatek.
Gdy wreszcie ziemia zrobiła się miękka i ciepła Elf wykopał dołek i pocałowawszy nasionko, zakopał je w niej. Nie musiał długo czekać. Po dwóch dniach z ziemi wyrosły małe listki. Po kolejnych dwóch były już cztery. Elf podskakiwał z radości.
- Szybciej, szybciej - śpiewał, tańcząc wokół roślinki.
Wreszcie pojawił się pąk. Jasnobłękitny jak niebo. Elf przyglądał mu się i przyglądał i nie wiedział, co robić. A to dlatego że w środku pąka coś się ruszało.
Mój kwiatek się nie ruszał - pomyślał.
I wtedy usłyszał, jak ktoś kichnął, tam w środku.
Kto tam jest - zawołał trochę przestraszony.
Ja jestem - odpowiedział słodziutki głosik i traaach płatki pękły a ze środka
wyskoczyła mała istotka. Elf tak się przestraszył, że aż podfrunął w górę.
Nie bój się Elfie, to ja, kwiatek! - zawołała istotka.
Jakże zdumiał się Elf, jakże uradował, gdy wreszcie zrozumiał. Oto przed nim stał kwiatowy elf, piękny elf o błękitnych oczach i słodkich, malutkich skrzydłach.
Wylądował przed nią i westchnął z zachwytu .
Nazwę cię Niezapominajka, żeby wszyscy zawsze pamiętali o Kwiatach, Elfach, Wiośnie i Słońcu.
A ja będę do ciebie mówić Ukochany, żeby wszyscy wiedzieli, że bez twojego dobrego serca i twojej miłości nie byłoby mnie i wielu innych cudownych rzeczy na tym świecie.
Co było potem? W domku pojawiły się małe elfiątka, które, gdy dorosły, rozbiegły się po świecie. Pewnego ranka spotkałem jednego z nich na leśnej polanie jak tańczył z motylami.
To on właśnie opowiedział mi tę historię, a ja ją spisałem i innym przekazałem.
Bo taka rola jest bajarza - zapisywać wszystko, co mu się przydarza.
Adam TOPOLSKI
2000-12-01 Pabianice.
|